Archiwum dla Marzec, 2013

eye

Ciąg dalszy nastąpi…?

29 marca 2013

Ehhhh, no to sobie powzdychałam. 27 marca… to był drugi dzień mojej diety. Liczba 27 prawie zawsze była dla mnie szczęśliwa. Ten nie był… od rano poczucie zmęczenia, nie wiedzieć czemu dawno upragnione słońce zamiast dawać radość dawało rozdrażnienie… Do pracy jechałam 1,5 h bo awaria i tramwaje przestały jeździć, po pokonaniu na pieszo 4 przystanków dotarłam na autobus, który mi uciekł… kolejne miały wyświetlone na tablicy napis” przejazd techniczny”. Potem korek i jakiś wypadek na trasie. Dojechałam wykończona :( W pracy masakra. Nic nie szło, wszystko wypadało mi z rąk, na niczym nie mogłam się skupić. W końcu dobiła mnie migrena… O 15 zwolniłam się u szefowej i jakimś cudem dotarłam do domu. Nie pamiętam nawet jak :( Dopiero wczoraj do mnie dotarło, że dokładnie dwa lata temu 27 marca w sobotę usłyszałam od swojego byłego że koniec… i się wyprowadziłam… Czy to możliwe żeby moja podświadomość aż tak zadziałała??? Nie dość, że ciągle mi się śni, że sie facet zaręczył albo że się hajta to jeszcze to… i ciągle nie mogę się doprosić reszty swoich rzeczy… Gadu gadu nie ma problemu i cisza… Muszę się uwolnić od przeszłości, inaczej nigdy nie będę szczęśliwa.

W kwestii szukania szczęścia… spotkałam się z kolejnym nieznajomym. Wysoki, przystojny… starszy o 6 lat. Standardowo, długo się wahałam, ale w końcu powiedziałam sobie ryzyk fizyk, idę. Pierwszy raz od dawna wyszłam z domu jak kobieta. Wyraźny makijaż, ponętne perfumy, pomalowane paznokcie na czerwono, seksowna bielizna. Pierwszy raz poczułam, że zrobiłam to dla siebie nie dla kogoś… I to był wieczór, kiedy zrobiłam dla siebie coś jeszcze, coś dla mnie bardzo ważnego. Nigdy nie potrafiłam odmawiać, zawsze byłam słaba, męczyłam się, udawałam, próbowałam dopasować… to było złe i wiedziałam o tym ale nigdy nie potrafiłam inaczej, nie potrafiłam się przełamać. W planach była kawa, potem u niego jakiś fajny film a potem może coś więcej. Spotkaliśmy się w umówionym miejscu, z czegoś się śmiałam i opowiadałam coś, i nagle on do mnie powiedział ” Ciszej, nie krzycz tak”. Niby nic takiego… a jednak … Owszem jestem osobą żywą i głośną, mam donośny głos. Taka jestem. Jeśli jemu zaczęło to przeszkadzać w przeciągu pierwszych kilku sekund twarzą w twarz… Poszliśmy na kawę. Siedział przede mną zamykając co chwila oczy, dziwnie to wyglądało, jakby spał, mimo że wiedziałam, ze tego nie robi. Wystukiwał o stolik dość energicznie rytm muzyki, którą było słychać w tle. Kiedy coś opowiadałam uśmiechał się ironicznie, co sprawiało że siedziałam spięta. Ani poczucia humoru ani spontaniczności w nim nie zauważyłam, ani troszkę :( Kiedy nagle przestałam gadać i podsuwać tematy, zapatrzyłam się w przestrzeń, myśląc jak uciec on popatrzył na mnie i powiedział „co?”… Uwielbiam to słowo…  I mimo że wiedziałam, że gapił się na mnie momentami, jakby przenikał wzrokiem przeze mnie i jak każdy facet gapił się na mój biust, wiedziałam, że nic a nic z tego nie będzie. Wyszliśmy z kawiarni. Przeszłam z nim może 200-300 metrów. Zatrzymałam się, przeprosiłam i powiedziałam, że kończę nasz wieczór. Podziękowałam za spotkanie i za kawę. A on stał wpatrzony we mnie i osłupiały. Coś mnie w środku ściskało, ale wiedziałam, że tego właśnie chcę. Że nie chcę z nim iść. Powtarzał, choć, posiedzimy jeszcze chwilę, obejrzymy razem film, w czym jest problem, chodźmy… Wyciągnęłam do niego rękę i po raz kolejny powiedziałam, dziękuję za wieczór. Uścisnął mi rękę i w przeciągu sekundy odwrócił się tyłem i ruszył energicznym krokiem przed siebie z miną bardzo obrażonego albo bardzo zranionego człowieka. Nie wiem, nie potrafię powiedzieć co czuł i dlaczego tak zareagował. Mimo, że w jakimś stopniu czułam się z tym źle, z drugiej strony byłam zadowolona. Pierwszy raz zrobiłam to, czego ja chciałam w danej sytuacji. Pierwszy raz potrafiłam powiedzieć stop!, nie! I nie byłam przy tym złośliwa czy nie miła, byłam po prostu stanowcza i wytrwała do końca.

Nie zmienia to faktu, że jest mi przykro, ciągle jestem sama, nie potrafię znaleźć nikogo kto by przy mnie był. Wiem jedno, jestem specyficzna, wymagająca i trudno mi będzie kogoś znaleźć… Wiem też, że jeśli zrezygnuję z moich wymagań, nie będę szczęśliwa. Mam tylko nadzieję, że pewnego dnia poznam swoją drugą połówkę i mam nadzieję, że nie za pośrednictwem portalu internetowego. To z czasem staje się męczące…

Tymczasem trzymam dietę, ćwiczę i walczę o odnalezienie własnej pewności siebie:)

dieta

Dieta

26marca 2013

Pierwszy dzień walki ze swoimi słabościami okazał się nawet nie najgorszy :) Jak nigdy wstałam godzinę wcześniej, przygotowałam sobie śniadanko wg przepisu, oporządziłam sierściucha (probiotyki, kropelki, pasta na wzmocnienie, czesanie i nakarmienie) no i jeszcze zdążyłam do pracy na 8-mą. Aż mi trudno w to uwierzyć. Pierwszy raz w życiu na prawdę czuję motywację, czuję, że dam radę :)

Godziny posiłków zachowane, jedzenie nawet smaczne, mankamentem jest na razie fakt, że na pierwsze zakupy wydałam majątek. No ale zamiast nie wiadomo na co wydawać, w końcu czas zainwestować  w siebie :) Wiec inwestuje w swoje zdrowie, lepsze samopoczucie i wygląd.

Dzisiaj też miałam pierwszy trening. Matko, emerytka w składzie porcelany. Powyginałam się, postękałam ale samopoczucie duuuużo lepsze:) I endorfinek też więcej. Żeby tylko tak było przez cały czas, żeby mi się chciało i żebym nie odpuszczała…

No i niedługo spotkanie z nieznajomym. Cykor? Obecny! Brak wiary w siebie? Obecny! Rozsądek? Wyszedł na spacer… Ale przyjdzie dzień, że zrobię z tym porządek. Przegonie wszystkie te wredne chochliki, imprezujące na całego w mojej głowie. Krok po kroku i przejmę władzę w głównym centrum dowodzenia :D

A jutro kolejny dzień pełen wyzwań. Trzymajcie kciuki mocno i nie puszczajcie! :D

542828_471676222882704_1024799822_n

Światełko

25 marca 2013

Kobieta na głodzie pozbawiona mężczyzny, namiętności, dotyku zaczyna z czasem tykać jak bomba zegarowa…Taka jest prawda… A taka kobieta nie jest miłym towarzyszem, wręcz przeciwnie, staje się wredną zołzą do kwadratu z podwyższonym poziomem hormonów które krzyczą zabić! zniszczyć! upokorzyć!

W związku z tym czuję się sama ze sobą coraz lepiej w temacie poznawania nieznajomych w wiadomym celu. Ale nie co noc inny nieznajomy, o nie… zaczynam mieć odwagę poznawać nowych mężczyzn i jeśli któryś wyda mi się sympatycznym godnym zainteresowania i erotyzmu okazem, może zatrzymam go na dłużej. Otoczenie me na pewno na tym skorzysta :D

Pojawiło się ostatnio jedna przeszkoda, nie do przeskoczenia dla mnie. Jak już pisałam – ja sama i brak własnej akceptacji. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze więc tego nie robię. Ale że ostatnio, chorując sobie co nieco i przedawkowując leki przeciwgorączkowe, znalazłam na necie fajna dietę, zdecydowałam się. Od zaraz… własny trener z repertuarem ćwiczeń + dieta. Plan na 3 miesiące. Skoro nie mogę czegoś znieść, dlaczego nie spróbuję tego zmienić??? Może sama siebie od dłuższego czasu okłamuję i użalam nad sobą jak większość ludzi wokoło. O nie! Tym razem widzę światełko. Małe ale jaśniejące blaskiem. Czuję w sobie pierwszy raz od dawna motywację. Dziś po pracy poszłam na pierwsze dietetyczne zakupy. I o zgrozo przytaszczyłam do domu cała torbę samych obrzydliwie zdrowych rzeczy… nigdy w życiu nie kupiłam tylu zdrowych produktów na raz… i ani jednego chochlika w torbie… nic…

I pierwszy raz w życiu czuję strach że i się nie uda… nie dlatego że nie chcę walczyć, że mogę się złamać. Powód jest zupełnie inny… a mianowicie fakt wręcz przerażający że dziewczyna z 30tką na karku musi dzielić mieszkanie z Rodzicielami. To jest na prawdę dramat. A że zagryzione zęby i proces walki o własny kat i kredyt trwa więc siedzę cicho. A w czym problem? A no w komunikacji, braku wsparcia ze strony Rodzicielki. Na prawdę czasami przeraża mnie jej osoba. Nie mogę wejść do kuchni kiedy potrzebuję, bo to jej terytorium. Człowiek chce sobie przygotować posiłek, to nie bo teraz serial ogląda, a bo teraz to musi coś zrobić, a bo że jej przeszkadzam i ciagle coś… I boję się że odpuszczę sobie dla samego świętego spokoju. Nie przeraża mnie nawet wizja wstawania godzinę wcześniej, mnie takiego wielkiego śpiocha. Wiem że z tym sobie poradzę. Boję się ograniczenia, śmiało mogę powiedzieć, psychicznego, ze strony Rodzicielki. Fakt, że nie mam z jej strony wsparcia, czy w kwestii odchudzania, czy jakiejkolwiek innej, przeżyję. Od roku uczę się okazywać uczucia i realizuję krok po kroku swój plan. Obiecałam sobie, że jak doczekam się własnych Słoneczek, a mam nadzieję że się doczekam, będę je kochać i szanować i rozmawiać z nimi i pomagać i dawać poczucie bezpieczeństwa, robić wszystko to, czego moi Rodziciele nigdy nie robili.

Więc trzymajcie za mnie kciuki, za moje postanowienia i motywację i dietę. Wiem, że jak mi się uda, to będzie pierwszy ważny dla mnie krok, który pozwoli mi na kolejne zmiany w moim życiu, a bardzo tego chcę :)

Zabłąkany cykor

18 marca 2013

Zaczynam popadać w paranoje. Ledwo słońce zaczęło świecić na niebie i ptaszyska drzeć dzioby, na portalach społecznościowych zawrzało. Dziennie po kilkanaście wiadomości, zaczepek… teksty w stylu :mała, masz ochotę na gorący seks?” Poczułam się jakbym brała udział w jakimś pornolu… i to jeszcze za darmo. No przecież o niczym innym nie marzę jak tylko codziennie pieprzyć się z innym facetem…

Przełamałam się do różnicy wieku +8 lat. Poznałam fajnego faceta. Przynajmniej tak mi się wydawało. Wysoki, przystojny, z poczuciem humoru. Niby szarmancki. A to jakie winko lubisz sra ta ta ta. I od słowa do słowa kolejna propozycja. Ze to najpierw na kawusię do knajpki a potem do niego na film. JA pierdziele, czy ja jestem jakąś seks maszyną???? No dobrze, rozumiem, idzie wiosna, hormony szaleją, każdy czasem potrzebuje zaspokoić swoje naturalne potrzeby, ale we mnie normalnie jakiś demon się obudził. W efekcie odesłałam wszystkich delikwentów na trasę Magdalenka – Nadarzyn gdzie można znaleźć dużo chętnych zainteresowanych miłych pań na grzybobraniu.

Szlak mnie już trafia. Zmęczona jestem tym wszystkim. Czy na prawdę tak trudno poznać fajnego normalnego faceta nie na jedną noc? Boję się już pojawiać na takich portalach, bo zupełnie zdziczeję. Przerosło mnie to. Może jednak samotność jest lepszym, łatwiejszym rozwiązaniem. Przynajmniej nie będę sobie ciągle zadawać pytania co mam robić, czego chcę i  bać sie, że facet po drugiej stronie kabla to faktycznie facet i nie psychol/seksoholik/morderca itd.

O zgrozo!!! Zwariuję, osiwieję, wyłysieję… i popadnę w depresję!!!

Po wkurwie… czy oby na pewno?

17 marca 2013

Wkurw minął… zastąpił go katar, kaszel i ogólne zniewolenie wirusowe. Ale żeby tylko moje… Ja ledwo żywa, kot znowu coś załapał (jak zawsze co roku w marcu :( ). Na czworaka do weta codziennie z nią jeździłam, antybiotyki nie pomogły. Zwierzak się męczył całą noc, a ja czuwałam… w gotowości nawet o 4 rano jechać do weta. Osłabienie i zmęczenie przelały szalę narzekalniactwa starszych. Wybuchłam… potem żałowałam.

A wirusowego sama jestem sobie winna. Dlaczego? Bo miotam się od dłuższego czasu sama ze sobą, nie potrafię oderwać się od tej cholernej przeszłości, ciągle mnie dopada w różnych momentach i doprowadza do szału, nie potrafię nic z tym zrobic!!! Musze w końcu całkowicie przerwać tą cholerną pępowinę. Jakby tego było mało jeszcze ślub byłego mi się śnił. W ogóle ostatnio jakoś dziwne sny miewam i strasznie realistyczne…

No więc podkręciłam swoje znajomości internetowe. W końcu co jest złego w seksie z nieznajomym??? Każdy ma swoje potrzeby takie czy inne, w końcu ile można chować się w domu? No i się doigrałam, czekając na nieznajomego głupia i zdesperowana 20 minut na mrozie… Czy było warto??? Nie wiem…

Wkurza mnie to, że żyję na oślep, sama nie wiem czego chcę, Ciągłe rozdrażnienie, apatia i brak siły dobijają mnie, pomimo restrykcyjnej diety nie mogę schudnąć, czuję się jak serdelek na wybiegu, już nawet patrzeć na siebie nie mogę, więc nawet jak głupi seks ma mi przynosić radość i spełnienie??? Jest to dla mnie bariera nie do przeskoczenia. Nie, nie chce mieć figury modelki, chcę po prostu mieć normalną wagę do swojego wzrostu. Więc co z tego że chcę sobie poukładać życie, skoro nawet patrzeć na siebie nie mogę i na porządny seks nie mam ochoty, bo po chwili mam ochotę schować się daleko i głęboko gdzie człowiek nie dociera…

Efekt, nawet od ludzi zaczęłam uciekać…  wszystko mnie męczy, praca mnie wkurza, mimo że sajgon jak cholera i dni lecą nie wiadomo kiedy i jak.

Co będzie dalej? Nie wiem, mam nadzieję że znajdę jakiś sposób na pozbycie się zbędnych kilogramów (głodówka też nie działa) i może wtedy coś w środku tego mojego głupiego łba pęknie. Może w końcu dowiem się czego chcę i nauczę się asertywności, zrobię w końcu coś z tym swoim życiem póki jeszcze nie osiwiałam…

laleczka-voodoo.gif

Wkurw przed duże W

12 marca 2013

Szala goryczy przelewała się we mnie ie przelewała, aż w końcu się przelała. Złość, irytacja to za mało powiedziane. Uczucie które mi ostatnio towarzyszy jest dużo silniejsze. Rok 2013 zaczął się dla mnie niezbyt łaskawie. I pomimo upartego dążenia do celu pomimo ciągłych wkurzających wydarzeń prę do przodu. Zapisuję na kartkach i w kalendarzach kolejne cele, małe i duże kroki i pomimo ciągłego dostawania po głowie idę dalej. Niestety w towarzystwie gigantycznych rozmiarów wkurwa.  Całe życie wszyscy mi powtarzali, bądź dobra dla innych, jeśli dajesz dobrą energię na pewno powróci ona do Ciebie… Bujda!!! Ogłaszam wszem i wobec że mam serdecznie dość uzdrawiania tego popierdzielonego świata i przyjmowania policzków w twarz z przyklejonym uśmiechem na gębie. Pierdolę nie robię. Od dziś zaczynam mieć w szerokim poważaniu potrzeby innych i zamierzam skupić się na swoim. Tak- zamierzam zostać egoistką, koniec z z altruizmem. Nie wiem do czego to ostatnio dochodzi ale mam serdecznie dość ludzi plujących jadem, toksycznych sytuacji, irytacji, powstrzymywania się od wygłaszania własnego zdania. Mam dość ludzi zapatrzonych w siebie albo uznających swoje racje za święta i mam dość podporządkowywania się. Jak się wkurzę to się wkurzę, jak strzelę focha to strzelę i już! Dawka jadu ludzkiego skierowanego od początku tego roku przelała się.
Najpierw bosze poratuj wielka przyjaciółka od lat wykrzykująca mi, że jej unikam i mam jakieś chore jazdy bo nie oddzwaniam i nie odpisuje na smsy – których od kilku miesięcy nawet nie dostałam więc na co niby miałabym odpowiedzieć, zapatrzona tylko w swoje ciągłe problemy i swoje własne ego. Miałam dość wysłuchiwania niekończących się pretensji skierowanych w moją stronę i niekończących się stękań. Szalę przelała jej pretensja że jak ja przechodziłam bardzo kiepski okres w swoim życiu to tylko raz się do niej odezwałam przez ponad rok. Szkoda tylko, że widząc co się ze mną dzieje, nawet ani razu nie zadzwoniła i sama się nie odezwała. No więc moja cierpliwość powiedziała dość! Po cholerę człowiek uparcie pielęgnuje takie fałszywe, toksyczne przyjaźnie? Nie wiem, ale w końcu powiedziałam stop!
No więc pomyślałam, czas pogrzebać przeszłość, czas zacząć żyć a nie wspominać. No wiec poszłam na jedną randkę, drugą… fajni faceci, dobrze się bawiłam, w końcu uśmiech, swoboda, odpoczynek… i co? jeden wpada w dziką obsesje a drugi nagle znika! Nie chcę być sama, samotność jest okropna ale te ciągi dziwnych wydarzeń… troszkę zaczynają mnie przerażać. Nie wiem czy tak potrafię, czy mam na to wszystko siłę… Pierwszy raz od już długiego czasu jak wracałam do domu z pracy, poleciała mi łezka. Ciężko wracać do domu z perspektywą, że nie ma się nawet do kogo przytulić. W końcu wykończona po 12h pracy zasnęłam wtulona w chrapiącego sierściucha. No cóż, tylko to mi pozostało.
Ale na tym nie skończyła się wredota i złośliwość ludzka kierowana całymi pakietami w moją stronę. Normalnie gól człowiekowi skacze. Cokolwiek nie zrobię dostaję po głowie. Ok, zmiana pracy, zespołu, kierownika, lokalizacji środków transportu niby też ma wpływ. Nerwowy okres w robocie, wszystko ciągle się pali, ale wydaje mi się że ostatnie zmiany zniosłam dużo lepiej niż reszta tkwiących w tym ze mną ludzi. Najlepszy był nowy kolega w pracy. W końcu stwierdziłam że choć raz nie zrobię wszystkiego sama, wiec poprosiłam kolegę o pomoc w kilku technicznych rzeczach. W końcu z tym samym przed chwilą pomagał innej koleżance. Taką wiąchę mi puścił, że to nie leży w jego zakresie obowiązków, że panienka się znalazła, że usługi kosztują i że co ja sobie myślę że za darmo będzie robił takie rzeczy… Ciśnienie skoczyło mi w sekundę. A że nie spodziewałam się kompletnie takiej reakcji, zatkało mnie jak nic. A zła byłam. I po co tu się prosić, niestety jak nie uporam się z czymś sama to dupa blada. No to co, odreagować chciałam. Piwo po pracy ze znajomymi to jest to czego mi było potrzeba. Efekt- nikt nie miał dla mnie czasu!!! Jak człowiek w potrzebie, może biegać nago po ulicy a i tak nikt nie zareaguje…
Ale nie, to jeszcze nie koniec, kilka dni później wracałam do domu samochodem. Zmęczona bo zmęczona podjechałam jeszcze do centrum handlowego. No i bach. Pierwsza w moim życiu stłuczka. Tak z mojej winy, cofałam i nie zauważyłam jadącego za mną samochodu, wyjechał nagle nie wiadomo skąd. Zdenerwowana wybiegłam zapytałam czy wszystko w porządku z małżeństwem z dzieckiem (małe w foteliku), czy coś się stało z samochodem. I to nawet nie moim ale ich. A ta wredna baba jak do mnie z mordą wyskoczyła, jak mi tu zaczęła na środku parkingu jechać no normalnie myślałam że ja zaraz złapie za te hery i przywale w tej szczekaty pysk. Zero szacunku do człowieka. Sorry, nie ma ideałów, każdy czasem popełnia błędy a ja nie należę do osób które uciekają i się wypierają. No ale taki pindol to już przesada. Przynajmniej jej mąż był normalny. Na odczepnego podałam im numer polisy bo jeszcze chwila i posadzili by mnie za kratki za napaść na człowieka. Aż dziwne że byłam w stanie potem dalej prowadzić. I dzień w dzień wydarza się kolejna taka sytuacja kiedy mam ochotę potrząsnąć tymi ludźmi. Chyba że wcześniej wykończę się nerwowo… Szczerze- nie mam ochoty funkcjonować w takim świecie pełnym takich złych emocji i takiej wrogości międzyludzkiej i szczerze odechciało mi się wyciągać już do ludzi pomocną dłoń. Jeśli ten rok ma dla mnie kolejne takie niespodzianki to ja dziękuję. Wyprowadzam się na drugą półkulę. A jak komuś się nie podoba to co tu piszę to niech nie czyta. To mój blog! Mój kawałek podłogi. I nikt nie będzie mi mówił co mam robić!!!

 

Wkurwiona