12 marca 2013

Szala goryczy przelewała się we mnie ie przelewała, aż w końcu się przelała. Złość, irytacja to za mało powiedziane. Uczucie które mi ostatnio towarzyszy jest dużo silniejsze. Rok 2013 zaczął się dla mnie niezbyt łaskawie. I pomimo upartego dążenia do celu pomimo ciągłych wkurzających wydarzeń prę do przodu. Zapisuję na kartkach i w kalendarzach kolejne cele, małe i duże kroki i pomimo ciągłego dostawania po głowie idę dalej. Niestety w towarzystwie gigantycznych rozmiarów wkurwa.  Całe życie wszyscy mi powtarzali, bądź dobra dla innych, jeśli dajesz dobrą energię na pewno powróci ona do Ciebie… Bujda!!! Ogłaszam wszem i wobec że mam serdecznie dość uzdrawiania tego popierdzielonego świata i przyjmowania policzków w twarz z przyklejonym uśmiechem na gębie. Pierdolę nie robię. Od dziś zaczynam mieć w szerokim poważaniu potrzeby innych i zamierzam skupić się na swoim. Tak- zamierzam zostać egoistką, koniec z z altruizmem. Nie wiem do czego to ostatnio dochodzi ale mam serdecznie dość ludzi plujących jadem, toksycznych sytuacji, irytacji, powstrzymywania się od wygłaszania własnego zdania. Mam dość ludzi zapatrzonych w siebie albo uznających swoje racje za święta i mam dość podporządkowywania się. Jak się wkurzę to się wkurzę, jak strzelę focha to strzelę i już! Dawka jadu ludzkiego skierowanego od początku tego roku przelała się.
Najpierw bosze poratuj wielka przyjaciółka od lat wykrzykująca mi, że jej unikam i mam jakieś chore jazdy bo nie oddzwaniam i nie odpisuje na smsy – których od kilku miesięcy nawet nie dostałam więc na co niby miałabym odpowiedzieć, zapatrzona tylko w swoje ciągłe problemy i swoje własne ego. Miałam dość wysłuchiwania niekończących się pretensji skierowanych w moją stronę i niekończących się stękań. Szalę przelała jej pretensja że jak ja przechodziłam bardzo kiepski okres w swoim życiu to tylko raz się do niej odezwałam przez ponad rok. Szkoda tylko, że widząc co się ze mną dzieje, nawet ani razu nie zadzwoniła i sama się nie odezwała. No więc moja cierpliwość powiedziała dość! Po cholerę człowiek uparcie pielęgnuje takie fałszywe, toksyczne przyjaźnie? Nie wiem, ale w końcu powiedziałam stop!
No więc pomyślałam, czas pogrzebać przeszłość, czas zacząć żyć a nie wspominać. No wiec poszłam na jedną randkę, drugą… fajni faceci, dobrze się bawiłam, w końcu uśmiech, swoboda, odpoczynek… i co? jeden wpada w dziką obsesje a drugi nagle znika! Nie chcę być sama, samotność jest okropna ale te ciągi dziwnych wydarzeń… troszkę zaczynają mnie przerażać. Nie wiem czy tak potrafię, czy mam na to wszystko siłę… Pierwszy raz od już długiego czasu jak wracałam do domu z pracy, poleciała mi łezka. Ciężko wracać do domu z perspektywą, że nie ma się nawet do kogo przytulić. W końcu wykończona po 12h pracy zasnęłam wtulona w chrapiącego sierściucha. No cóż, tylko to mi pozostało.
Ale na tym nie skończyła się wredota i złośliwość ludzka kierowana całymi pakietami w moją stronę. Normalnie gól człowiekowi skacze. Cokolwiek nie zrobię dostaję po głowie. Ok, zmiana pracy, zespołu, kierownika, lokalizacji środków transportu niby też ma wpływ. Nerwowy okres w robocie, wszystko ciągle się pali, ale wydaje mi się że ostatnie zmiany zniosłam dużo lepiej niż reszta tkwiących w tym ze mną ludzi. Najlepszy był nowy kolega w pracy. W końcu stwierdziłam że choć raz nie zrobię wszystkiego sama, wiec poprosiłam kolegę o pomoc w kilku technicznych rzeczach. W końcu z tym samym przed chwilą pomagał innej koleżance. Taką wiąchę mi puścił, że to nie leży w jego zakresie obowiązków, że panienka się znalazła, że usługi kosztują i że co ja sobie myślę że za darmo będzie robił takie rzeczy… Ciśnienie skoczyło mi w sekundę. A że nie spodziewałam się kompletnie takiej reakcji, zatkało mnie jak nic. A zła byłam. I po co tu się prosić, niestety jak nie uporam się z czymś sama to dupa blada. No to co, odreagować chciałam. Piwo po pracy ze znajomymi to jest to czego mi było potrzeba. Efekt- nikt nie miał dla mnie czasu!!! Jak człowiek w potrzebie, może biegać nago po ulicy a i tak nikt nie zareaguje…
Ale nie, to jeszcze nie koniec, kilka dni później wracałam do domu samochodem. Zmęczona bo zmęczona podjechałam jeszcze do centrum handlowego. No i bach. Pierwsza w moim życiu stłuczka. Tak z mojej winy, cofałam i nie zauważyłam jadącego za mną samochodu, wyjechał nagle nie wiadomo skąd. Zdenerwowana wybiegłam zapytałam czy wszystko w porządku z małżeństwem z dzieckiem (małe w foteliku), czy coś się stało z samochodem. I to nawet nie moim ale ich. A ta wredna baba jak do mnie z mordą wyskoczyła, jak mi tu zaczęła na środku parkingu jechać no normalnie myślałam że ja zaraz złapie za te hery i przywale w tej szczekaty pysk. Zero szacunku do człowieka. Sorry, nie ma ideałów, każdy czasem popełnia błędy a ja nie należę do osób które uciekają i się wypierają. No ale taki pindol to już przesada. Przynajmniej jej mąż był normalny. Na odczepnego podałam im numer polisy bo jeszcze chwila i posadzili by mnie za kratki za napaść na człowieka. Aż dziwne że byłam w stanie potem dalej prowadzić. I dzień w dzień wydarza się kolejna taka sytuacja kiedy mam ochotę potrząsnąć tymi ludźmi. Chyba że wcześniej wykończę się nerwowo… Szczerze- nie mam ochoty funkcjonować w takim świecie pełnym takich złych emocji i takiej wrogości międzyludzkiej i szczerze odechciało mi się wyciągać już do ludzi pomocną dłoń. Jeśli ten rok ma dla mnie kolejne takie niespodzianki to ja dziękuję. Wyprowadzam się na drugą półkulę. A jak komuś się nie podoba to co tu piszę to niech nie czyta. To mój blog! Mój kawałek podłogi. I nikt nie będzie mi mówił co mam robić!!!

 

Wkurwiona