25 marca 2013

Kobieta na głodzie pozbawiona mężczyzny, namiętności, dotyku zaczyna z czasem tykać jak bomba zegarowa…Taka jest prawda… A taka kobieta nie jest miłym towarzyszem, wręcz przeciwnie, staje się wredną zołzą do kwadratu z podwyższonym poziomem hormonów które krzyczą zabić! zniszczyć! upokorzyć!

W związku z tym czuję się sama ze sobą coraz lepiej w temacie poznawania nieznajomych w wiadomym celu. Ale nie co noc inny nieznajomy, o nie… zaczynam mieć odwagę poznawać nowych mężczyzn i jeśli któryś wyda mi się sympatycznym godnym zainteresowania i erotyzmu okazem, może zatrzymam go na dłużej. Otoczenie me na pewno na tym skorzysta :D

Pojawiło się ostatnio jedna przeszkoda, nie do przeskoczenia dla mnie. Jak już pisałam – ja sama i brak własnej akceptacji. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze więc tego nie robię. Ale że ostatnio, chorując sobie co nieco i przedawkowując leki przeciwgorączkowe, znalazłam na necie fajna dietę, zdecydowałam się. Od zaraz… własny trener z repertuarem ćwiczeń + dieta. Plan na 3 miesiące. Skoro nie mogę czegoś znieść, dlaczego nie spróbuję tego zmienić??? Może sama siebie od dłuższego czasu okłamuję i użalam nad sobą jak większość ludzi wokoło. O nie! Tym razem widzę światełko. Małe ale jaśniejące blaskiem. Czuję w sobie pierwszy raz od dawna motywację. Dziś po pracy poszłam na pierwsze dietetyczne zakupy. I o zgrozo przytaszczyłam do domu cała torbę samych obrzydliwie zdrowych rzeczy… nigdy w życiu nie kupiłam tylu zdrowych produktów na raz… i ani jednego chochlika w torbie… nic…

I pierwszy raz w życiu czuję strach że i się nie uda… nie dlatego że nie chcę walczyć, że mogę się złamać. Powód jest zupełnie inny… a mianowicie fakt wręcz przerażający że dziewczyna z 30tką na karku musi dzielić mieszkanie z Rodzicielami. To jest na prawdę dramat. A że zagryzione zęby i proces walki o własny kat i kredyt trwa więc siedzę cicho. A w czym problem? A no w komunikacji, braku wsparcia ze strony Rodzicielki. Na prawdę czasami przeraża mnie jej osoba. Nie mogę wejść do kuchni kiedy potrzebuję, bo to jej terytorium. Człowiek chce sobie przygotować posiłek, to nie bo teraz serial ogląda, a bo teraz to musi coś zrobić, a bo że jej przeszkadzam i ciagle coś… I boję się że odpuszczę sobie dla samego świętego spokoju. Nie przeraża mnie nawet wizja wstawania godzinę wcześniej, mnie takiego wielkiego śpiocha. Wiem że z tym sobie poradzę. Boję się ograniczenia, śmiało mogę powiedzieć, psychicznego, ze strony Rodzicielki. Fakt, że nie mam z jej strony wsparcia, czy w kwestii odchudzania, czy jakiejkolwiek innej, przeżyję. Od roku uczę się okazywać uczucia i realizuję krok po kroku swój plan. Obiecałam sobie, że jak doczekam się własnych Słoneczek, a mam nadzieję że się doczekam, będę je kochać i szanować i rozmawiać z nimi i pomagać i dawać poczucie bezpieczeństwa, robić wszystko to, czego moi Rodziciele nigdy nie robili.

Więc trzymajcie za mnie kciuki, za moje postanowienia i motywację i dietę. Wiem, że jak mi się uda, to będzie pierwszy ważny dla mnie krok, który pozwoli mi na kolejne zmiany w moim życiu, a bardzo tego chcę :)