26marca 2013

Pierwszy dzień walki ze swoimi słabościami okazał się nawet nie najgorszy :) Jak nigdy wstałam godzinę wcześniej, przygotowałam sobie śniadanko wg przepisu, oporządziłam sierściucha (probiotyki, kropelki, pasta na wzmocnienie, czesanie i nakarmienie) no i jeszcze zdążyłam do pracy na 8-mą. Aż mi trudno w to uwierzyć. Pierwszy raz w życiu na prawdę czuję motywację, czuję, że dam radę :)

Godziny posiłków zachowane, jedzenie nawet smaczne, mankamentem jest na razie fakt, że na pierwsze zakupy wydałam majątek. No ale zamiast nie wiadomo na co wydawać, w końcu czas zainwestować  w siebie :) Wiec inwestuje w swoje zdrowie, lepsze samopoczucie i wygląd.

Dzisiaj też miałam pierwszy trening. Matko, emerytka w składzie porcelany. Powyginałam się, postękałam ale samopoczucie duuuużo lepsze:) I endorfinek też więcej. Żeby tylko tak było przez cały czas, żeby mi się chciało i żebym nie odpuszczała…

No i niedługo spotkanie z nieznajomym. Cykor? Obecny! Brak wiary w siebie? Obecny! Rozsądek? Wyszedł na spacer… Ale przyjdzie dzień, że zrobię z tym porządek. Przegonie wszystkie te wredne chochliki, imprezujące na całego w mojej głowie. Krok po kroku i przejmę władzę w głównym centrum dowodzenia :D

A jutro kolejny dzień pełen wyzwań. Trzymajcie kciuki mocno i nie puszczajcie! :D