Archiwum dla Kwiecień, 2013

Stopy

4 kwietnia 2013

Może to głupio zabrzmi ale polubiłam swoje stopy. Zawsze patrzyłam na nie z …hmmm… nie lubiłam na nie patrzeć i już, a ostatnio je polubiłam :D

PS. Dużo bym dała żeby dziś przytulić się do kogoś, tak po prostu… Zamiast tego obejrzałam kolejne romansidło i zryczałam się jak głupia, z samotności :(

emotions

Matka

Mówi się, że matka jest tylko jedna. Mówi się też, że rodziny się nie wybiera. Nie zamierzam dyskutować z powyższym, bo to prawda.

Nadeszły Święta… radosne Święta, Święta Zmartwychwstania, radości. Zawsze kojarzą się z nowym życiem i wiosną, mimo że pierwszy raz w moim życiu patrzę za okno i mam wątpliwości, obserwując ogromne płatki śniegu lecące z nieba kolejną dobę, patrząc jak cały krajobraz przywdział białe szaty. W Boże Narodzenie nie było tak pięknie i biało jak teraz.

A mimo to, mimo tych jakże radosnych Świąt siedzę i ocieram chusteczką łzy. Kolejny rok z rzędu Święta to dla mnie czas samotności. Nie dość że dopadło mnie choróbsko, z którego nie potrafię się wyleczyć  to jeszcze psychicznie ledwo się trzymam. Matka dniami w pracy, nocami w kuchni zarzyna się do upadłego. Ojciec jak zawsze ma wszystko w dupie. A mi już kompletnie nic się nie chce. Po co mam się zarzynać tak jak matka, to jest jej wybór. I tak rano jak zawsze usiądziemy przy stole we trójkę w ciszy jedząc wielkanocne śniadanie w zasadzie już w południe i kłócąc sie o pilota do tv. Żadnej rozmowy, nic. Każdy tylko wzdycha. Nawet wstawać z łóżka mi się nie chciało, bo po co? Słuchać tylko ciągłych narzekań i pretensji??? Uszami mi już wychodzą. Efekt- prawie całe święta przespałam, próbując nie zwariować. Rodzina? Czym jest rodzina? Co oni tak na prawdę o mnie wiedzą? Pierwszy raz w życiu nie powysyłałam żadnych życzeń, smsów, maili, telefonów, kartek. Kompletnie nie czułam rytmu. Poza tym po co zmuszać się do napisania kilku słów kiedy w sercu pustka i żal. Wtedy to nic z nic nie byłyby szczere słowa.

Rano obudziła mnie matka. Rano… chyba już 13 dochodziła. Przyszła spytać czy żyję i zamierzam wstać. Nie zamierzałam. Ledwo otworzyłam oko, już słyszałam jak mówi tym swoim naturalnie głośnym głosem, że  w wiadomościach mówili… Ani jak się czujesz ani nic. Żadnej rozmowy. Nigdy. Ciągle tylko jak już gada to albo o sobie, bo ona taka biedna, taka chora, taka zmęczona… codziennie to samo, zawsze, kiedy sienie odezwie, dzień w dzień… Cięgle wszystko jest źle, wszystko nie tak i nie ważne ile bym pomogła i ile zrobiła, zawsze dostane za coś opierdol. Rzygać mi się już chce. Kiedy mówi do mnie, mówi z pełnymi ustami, przerywa w pół słowa, przeklina, kiedy nie chce zrobić czegoś w danym momencie, bo akurat nie mogę itp, to się obraża i kiedy jeszcze do niej mówię, wychodzi, zamykając drzwi za sobą. kiedy powiem że mam już dość słuchania jej narzekań i marudzeń bo wróciłam wykończona z pracy i chcę trochę odpocząć a ona po raz kolejny narzeka na to samo, krzyczy do mnie żebym zamknęła ryja… Matka… Przykład do naśladowania… Zero szacunku do innych ale za to z dużymi wymaganiami… Może jestem okrutną córką ale czasem jej nienawidzę za to wszystko. Nigdy nie usłyszałam od niej ani jednego słowa, nigdy mnie nie wsparła, nie pocieszyła, nie przytuliła…

Tak jestem jedynaczką i często bardzo tego żałuję. Tak wiem już, że wiele rzeczy za które sama siebie kiedyś obwiniałam, nie są moją winą ale wyborem matki i ojca. Tak, wiem, że już jej nie zmienię, mało tego, że będzie coraz gorzej, ale też nic na to nie poradzę że to cholernie boli, że nie wiem tak na prawdę co to znaczy rodzina i że nienawidzę Świąt, żadnych Świąt…