Archiwum dla Maj, 2013

545821_395219060574112_2041787079_n

Ciężar

Złość! Wściekłość! Furia! Bezradność! Depresja!

Tak w skrócie wygląda mój urlop:) Cudownie… Nie umiem poradzić sobie z przeszłością i z samotnością.

Jakiś czas temu mój były zaproponował mi, że w ramach remontu mieszkania gdzie kiedyś razem mieszkaliśmy, możemy się spotkać w majówkę żebym zabrała sobie to co chcę z wyposażenia kuchni skoro i tak prawie całą urządzałam w różne sprzęty. Ucieszyłam się, bo akurat na działkę dużo rzeczy mi się przyda i zaoszczędzę kasę na kupowaniu nowych. Zapomniał tylko wspomnieć że wyjeżdża za granicę na jakiś czas. W międzyczasie zadzwoniła do mnie do pracy jego matka. Postawiła mnie pod ścianą oświadczając, że czas nagli i trzeba jak najszybciej zabrać rzeczy bo remont…. Powiedziałam że w najbliższym czasie nie dam rady, nie znajdę czasu, na co ona żebym powiedziała co chcę, to ona mi zakapuje…. Heloł!!!! Ponad dwa lata tam nie mieszkam, skąd do cholery mogę pamiętać. Poza tym nie taka była umowa, miało być na spokojnie i w majówkę. Ależ byłam wściekła. Dawno nikt mi tak humoru nie popsuł bez względu na to czy chciał czy nie. Wkurzona dzwonię do byłego, numer incorect… wysłałam sms… nie dotarł… Fala wściekłości mnie zalała. Po kilku nieudanych dniach próby kontaktu napisałam maila, że nie mam ochoty być stawiana w takich sytuacjach i żeby dogadywał się wcześniej ze swoimi rodzicami. Odpisał na maila że na urlopie jest zagramanica… szkoda że nie uprzedził że będzie nidostępny… a ja tu wychodzę z siebie.

Odpuściłam, wylałam w mailu do niego wszystkie swoje żale i wyjechałam na działkę. Przez cztery dni się zarzynałam, machałam łopatą i czym się dało byle tylko całą złość z siebie wyrzucić. Efekt- połamana i obolała wróciłam na majówkę do domu. Trzy dni przeleżałam z bolącym kręgosłupem i pogłębiającą się depresją. Poumawiałam się wcześniej ze znajomymi ale nagle wszyscy o mnie zapomnieli. Bez sił, zła i zdołowana przeleżałam trzy dni. Wszystko mnie wkurzało, męczyły mnie koszmary senne a były się w ogóle nie odezwał. Majówka już prawie dobiegła końca. A ja znowu wkurwiona bo czuję się oszukana i wystawiona do wiatru. Nie, nie zadzwonię do niego, jeśli zapomniał co mi obiecał, trudno. Głupi burak i debil i tyle. Jakby nie można było wysłać jakiegokolwiek sms typu sorry, nieaktualne albo wrócę parę dni później. Nie mam pojęcia dlaczego się nie odzywa i wkurwia mnie to na maksa. Zapewne zapomniał… a ja tyle nerwów straciłam, przez samą głupotę. Jestem wściekła na niego i na samą siebie. To on, jego laska i matka dręczą mnie ciągle w koszmarach. Jak ja mam się uwolnić od przeszłości? On zawsze będzie już tak na mnie działał, że za każdą pierdołę, głupotę będę robić raban i chodzić wściekła, sama się nakręcać i wpadać w depresję…

Poszłam dziś na 2h trening, zmęczenie i endorfiny poprawiły mi humor. No i przede wszystkim muzyka. Chcę czy nie, jeśli trenuję przy głośnej muzyce, zmieniam świat, przenoszę się gdzie indziej. Pomaga :) Tabliczka czekolady również. Złamałam się i pożarłam całą. Trudno, nie zamierzam pluć sobie w brodę. Liczę teraz na to, że jak wyleję tutaj swoje wszystkie żale, całą złość i wszystkie złe emocje odejdą, odetchnę, przestanę o tym myśleć… Zacznę żyć w końcu swoim życiem. Do cholery to już ponad dwa lata minęły a ja nie potrafię dojść ze sobą do ładu!!!! Pragnę zapomnieć…

Troszku nerwowo…

Jak już kiedyś wspominałam przyszedł czas po wieloletnim związku katastrofą kiedy postanowiłam wziąć się sama ze sobą za bary. Lekarze, badania,kolejne diagnozy… aż do zmęczenia, aż w końcu dowiem się czemu ciągle czuję się tak źle i co z tym zrobić. Z refluksem już się pogodziłam – leczenie do końca życia. Z migrenami podobnie. Ale wiem jedno, zdiagnozowane schorzenia i dobrane leczenie powoduje że jestem przeżyć cały tydzień bez bólu, co kiedyś było moim ogromnym marzeniem. Teraz idę dalej za ciosem. Dieta i ćwiczenia jak mnie i tak dość systematyczne :) Z drobnymi wyjątkami zaczynam czuć się coraz lepiej we własnej skórze :)

Jakiś czas temu przyjaciółka podesłała mi link do artykułu na temat choroby Hashimoto… przeczytałam i zamarłam. 90 % objawów się zgadza. Zmobilizowałam się i zrobiłam kolejne badania. Odetchnęłam ponieważ to nie to. Nadal jednak nie wiem co robić z codziennym zmęczeniem, rozdrażnieniem, brakiem możliwości skupienia uwagi. Może taki już mój urok, że w dzień umieram a od godziny 16 przeżywam euforię, czuję jak w szybkim tempie zagarniam siły witalne, jak mózg zaczyna pracować z ogromną świeżością i klarownością. Nagle wszystko wydaje się barwne, muzyka w duszy gra, zmysły się wyostrzają i energii przybywa, nawet jak deszcz kapie za oknem. Może warto pomyśleć nad dostosowaniem swojego życia do wieczornego rytmu, choć na chwilę obecną jest dla mnie trudne, nie mam pomysłu jak się do tego zabrać, od czego zacząć…

Wracając do lekarzy, rok temu wybrałam się do chirurga. Nad lewą piersią od ponad roku wyczuwałam jakiś mały guzek, zgrubienie. Dostałam skierowanie na biopsję. Chirurg dał mi do zrozumienia że jestem panikara i tyle. A ja myślałam że lepiej zapobiegać i reagować jak najszybciej niż później pluć sobie w brodę… Minął rok. Ledwo wyczuwalny guzek z objętości kilku milimetrów urósł do wielkości ponad 4 cm. Zaniepokojona pomimo ostatniej wizyty u chirurga zapisałam się ponownie na wizytę. A tu nagle dostaję opierdol że tyle czasu czekałam że dlaczego nie przyszłam wcześniej itd. Byłam wściekła że wzięłam do siebie wcześniejsze żale o zawracanie głowy i nie posłuchałam swojej intuicji, która już od dawna trąbiła mi w głowie, żeby coś z tym zobić. Poprzednia diagnoza okazała się błędna. Efekt – za 5 dni mam zabieg. Niby nic poważnego ale boję się jak cholera. Już nawet mam gdzieś że zostanie spora blizna, bardziej boję się że coś pójdzie nie tak, albo że to będzie coś dużo poważniejszego. Mimo że moja intuicja podpowiada mi, ze będzie ok to i tak jakiś cykor siedzi we mnie i już.Czasem zastanawiam się ile jeszcze schorzeń wyjdzie mi przed 30-stką. To chyba niej est normalne. Tak wiem, mnóstwo młodych ludzi ma dużo gorsze schorzenia. Ale ja jestem już zmęczona ciągłym chodzeniem po lekarzach, pamiętaniem o wszystkich lekach i badaniach. Jak nie neurolog to gastrolog, innym razem ortopeda, endokrynolog, ginekolog, a teraz jeszcze chirurg. Ehhh, lepiej nie myśleć co mnie czeka po 60-tce. Lepiej pomyśleć o kolejnym treningu i motywacji do pracy nad sobą. Może za jakiś czas będę potrafiła stanąć przed lustrem i powiedzieć „Mała! Odwaliłaś kawał dobrej roboty! I dobrze Ci z tym” :)