15.02.2014

Czasem człowiek musi, inaczej się udusi…

Dzisiaj niespodziewanie serducho mi się ścisnęło i postanowiłam podzielić się z wszechświatem swoimi uczuciami.

Dawno nie pisałam, bo niby i o czym, praca zaczęła mnie irytować – może to już zmęczenie… Dalej nikt nie zapukał do mojego serca. Coś tam po prostu się dzieje i śmiga swoim torem.

A dzisiaj rano na zajęciach poznałam dziewczynę. Bardzo młodą – 22 lata. Okazało się, ze od roku zamężna. Śliczna, młodziutka uśmiechnięta. Aż miło było na nią patrzeć, bił od niej blask, młodość, świeżość ale i siła. Patrzyłam na nią z podziwem i nieukrywaną nutką zazdrości. Nie, nie wpadli, po prostu wyszła za mąż za swojego najlepszego przyjaciela u jest szczęśliwa. I mam nadzieję, że nikt nigdy tej sielanki nie zmąci :)

Tymczasem po południu zajrzałam w końcu na jeden z portali społecznościowych, aby sprawdzić co u starych przyjaciół słychać. I wtedy zamarłam, serce mi stanęło i poczułam… hmm… żal… Był kiedyś taki chłopak, który bardzo mi się podobał. Przyjaźniliśmy się – tak na prawdę. Nie było tematów tabu między nami. Mogłam zadzwonić w środku nocy i wiedziałam, że po prostu jest. Każde z nas było już w związku dlatego, pomimo, że z czasem zaczęło między nami iskrzyć, do niczego nie doszło. Dziś zrozumiałam, że to ja byłam opornikiem. Mój związek przeradzał się po mału koszmar, Jego się rozpadł – rozwiódł się. Z czasem nasze drogi się rozeszły. Potem On poznał kolejną przyszłą żonę. Urodziła mu się trójka dzieci. Stara paczka całkiem się rozpadła, wszyscy poszli w swoją stronę. Mój związek również rozleciał się na 1000 drobnych kawałeczków.

A dzisiaj się dowiedziałam że On odszedł od kolejnej żony, zostawiając 3 dzieci i znalazł sobie młodszą… już się zaręczyli…

Nie, nie zamierzam nikogo oceniać. Nie mam do tego prawa. Ja celebrują samotność, bojąc się szczęścia, On rozpaczliwie go szuka po swojemu. Mimo, że nigdy nie przepadałam za jego drugą żoną, dziś poczułam w sercu ból… Myślę dziś o Niej… Przykro mi się zrobiło. Czasem się zastanawiam, dlaczego tak się dzieje…

Tym bardziej trzymam mocno kciuki za młodziutką mężatkę poznaną dziś rano, mając nadzieję, że są w dzisiejszym chorym świecie jeszcze szanse na szczęśliwe życie.

Dzisiaj straciłam resztkę sympatii do Niego. Nie pytajcie dlaczego, nie potrafię tego powiedzieć. To uczucie pojawiło się we mnie i na razie nie próbuje go zrozumieć. Tym bardziej że już od kilku lat nie utrzymujemy kontaktu. Nie myślałam, że coś mogę jeszcze tak silnie odczuć…