Archiwum dla Kwiecień, 2015

Podróż – faza pierwsza

To niesamowite jak człowiek czasem buduje wokół siebie kokon, tak silny i mocny, że wiara w jego istnienie jest silniejsza niż rozsądek i uczucia. Złudne poczucie bezpieczeństwa staje się tak silną potrzebą, że cała reszta pozostaje zagłuszona w środku…

Wiadomość o śmierci babci wzbudziła we mnie lawinę emocji. Niektórych tak skrajnych że aż nie do wytrzymania…

Bo kim ona dla mnie była? Obcą osobą, matką mego ojca. Kobietą, która wyrzuciła swego syna z domu. Zimną kobietą, dziwną… Ciągle schorowaną. Taki obraz pozostał w mojej głowie. A tak na prawdę zupełnie jej nie znałam.

Podróż do Szczecina na pogrzeb była dla mnie trudnym wyzwaniem. Dlaczego? Bo się potwornie bałam spotkania z ludźmi, których nie znam tak na prawdę. Brat ojca- mój chrzestny, który jakoś nigdy o mnie nie pamiętał. Moje rodzeństwo cioteczne które zawsze potwornie mi dokuczało, nie ważne że sporo młodsze. Jeździłam tam jako zakompleksiona dziewczyna, nie potrafiłam sobie z tym poradzić, ojciec tego nie dostrzegał, a mama… ona w sumie nie za dużo o mnie wie….

 

Chapter 1

Dawno już nie kupowałam biletów na pociąg. Dawno nie jechałam pociągiem. Świat poszedł do przodu, mamy Internet więc po co tracić czas na jeżdżenie, skoro wszystko można załatwić kilkoma kliknięciami… nic bardziej mylnego. Po straceniu kilku godzin na necie ze skutkiem opłakanym, wysłałam kilka maili do różnych przewoźników, wyrażając swoje ubolewanie,że pokasowali połączenia do Szczecina!!! Poza pociągiem nic tam nie dojeżdża… Tak więc postanowiłam pojechać na dworzec i zaoszczędzić sobie nerwów próbując sfinalizować zakupi biletów przez Internet.

Dzień zakupów, godzina 16:00. Dzwoni telefon. Tata. Pyta gdzie jestem. Hmmmm, gdzie ja moge być w środę o 16:00??? No przecież w pracy!!!!

Tata: „A w pracy jesteś.. A wychodzisz już, bo ja wychodzę i pomyślałem, że możemy kupić bilety wspólnie”. Wiec mu tłumaczę, że on będzie jechał godzinę, a ja 15 minut, więc ni muszę już wychodzić z pracy, poza tym pracuje do 17… No i mowie mu, żeby zadzwonił do mnie jak dojedzie na dworzec autobusowy na Dworcu, a już go potem znajdę.

Niestety, usłyszał tylko, że go znajdę….

Przyjeżdżam na dworzec, ide na właściwy przystanek, rozglądam się, pusto. Wyciągam gazetę i czytam. Podjeżdża jeden autobus, kolejny… nie ma. Już dawno powinien dojechać….Myślę sobie, zadzwonie i zapytam gdzie jest. Wybieram numer i słyszę „No gdzie Ty jesteś????”

Halo, a Ty gdzie jesteś? Miałeś zadzwonić jak dojedziesz.

JA??? ależ nic podobnego, powiedziałaś że mnie znajdziesz…

 

Tia…. to bedzie ciekawa podróż….

Życie toczy się dalej, ale ta obojętność… kim mnie czyni?

No i przyszły święta. Wielkanoc  w kalendarzach, za oknem nawet momentami spadają z nieba płatki śniegu. Nigdy nie lubiłam świąt. Zawsze wtedy czułam się strasznie samotna. No cóż, cała moja rodzina to rodzice, nie rozmawiający ze sobą od kilku ładnych lat. A może już kilkunastu… nie wiem, już dawno przestałam liczyć. Jak żył jeszcze dziadek (od strony mamy) to do dziadków się czasami pojechało.

A dziś…. zastanawiam się jak bezdusznym człowiekiem jestem…

Babcia od wielu lat jest sama, to znaczy nie mieszka sama, zamieszkuje z byłam żoną jej syna… a raczej ona z babcią… cóż za paradoks. Jeszcze jakiś czas temu jeździłam do niej, próbowałam pomoc, rozmawiałam. Dziś już nie potrafię… Przerasta mnie to. Nie jestem w stanie przekroczyć progu jej mieszkania, dzieje się ze mną coś tak niedobrego i dziwnego…. Cała ta chora sytuacja o ktorej nie chce mi się nawet gadać, przerasta mnie bo od jakiegoś już czasu czuje się bezradna. Kompletnie bezradna!!!

Czemu więc o tym piszę???

HEH…

Wczoraj zadzwonił mój telefon, akurat biegałam po mieście załatwiając różne sprawunki. Spojrzałam na wyświetlacz i zamarłam… dzwonił brat taty. Jego też nie widziałam od wielu lat. Mieszka na drugim końcu Polski i jest zajebistym wujkiem i bratem… Jedyną rzecz jaką dla mnie zrobił to jego rola podczas chrztu…. Potem raczej już o mnie nie pamiętał. Widziałam go może kilkanaście razy w całym moim życiu. O jego dzieciach czyli moim rodzeństwie ciotecznym nie wspomnę. Widziałam ich tylko raz na oczy. Za to żonę wujka uwielbiałam, ale ona niestety nigdy nie miała z nim dobrego życia.

No i ten mój nieszczęsny telefon zaczął ponownie dzwonić kilka godzin później… Spojrzałam… znowu brat ojca…. Sparaliżowało mnie. nie byłam w stanie go odebrać, bo wiedziałam co oznacza. Byłam jednocześnie sparaliżowana i wściekła. Wrzuciłam do głęboko do torebki.

Dziś podczas sprzątania mieszkania usłyszałam, że dzwoni ojca komórka. Wiedziałam kto dzwoni… jego brat. Wyłączyłam odkurzacz i usiadłam… słuchałam… i słyszałam ciszę…. ojciec tylko słuchał, nie mówił nic.

I tak się dowiedziałam, że zmarła babcia… ojca matka…

Byłam wściekła że wtedy On dzwonił do mnie!!!!  Po cholerę??? Bo to moja babcia nie była, to była dla mnie obca kobieta. Wiec czemu nie zadzwonił od razu do brata. Czułam to! I nie odebrałam z premedytacją.

Ojciec przyszedł do mnie i powiedział co się stało. Zapytał, czy pojadę z nim na pogrzeb, bo sam nie czuje się na siłach przy takiej ilości leków. Nie chcę tam jechać. Nienawidzę tych ludzi. Mało tego , nie znam ich. Są obcy. Nigdy ich nie było.

Najgorsze jest to, że kiedy ojciec o tym powiedział, ja myślałam o imprezach jakie stracę przez ten wyjazd, o pracy i projektach które muszę zamknąć do końca tygodnia…. Nigdy nie myślałam, że będę taka obojętna wobec takich wydarzeń. Wkurza mnie czasami to, że pokrewieństwo ma takie znaczenie. A niby co to znaczy pokrewieństwo, rodzina??? No co???? Dla mnie nie za wiele. Nie miałam rodziny i nie mam, poza rodzicami i kilkoma osobami ze strony mamy. Cała reszta to jakaś cholerna farsa!!!! Rodzina. Ja pierdole, ludzie którzy byli w stanie zniszczyć rodzinę dla pieniędzy, dla prestiżu, dla chorych zasad. Którzy byli gdy czegoś potrzebowali. Toksyczne sępy!

Nie mogę dojść do siebie, tak mnie trzęsie w środku.

Ale nie mogę nie pojechać. Nie mogę być powodem, dla którego ojciec nie pojechał na pogrzeb swojej matki. Nie darowałabym sobie tego, nawet jeśli mam do niego żal za wiele rzeczy, że w zasadzie nie miałam ojca, że nie miałam dzieciństwa ani normalnego domu. Że nie miałam prawdziwych rodziców tylko pseudoopiekunow walczących miedzy sobą.

Dawno nie miałam w sobie tyle złości! A mama ojca? Nawet nie potrafię nazwać jej babcią. Nigdy nie usłyszałam od niej dobrego słowa. Ojca też kiedyś z domu wyrzuciła, przez wiele lat nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Ale kogo niby ma więcej? A lata lecą… a Ona… wmawiała sobie wszystkie możliwe choroby, była dziwna, taka jakaś…. dziwna. snująca się. Ojciec na pewno pamięta ją inaczej, ja mam mało wspomnień bo i nie wiele razy się widziałyśmy. Nawet sobie tak czasem myślę, że ona nie akceptowała ani mojej mamy ani mnie.

Przeraża mnie ta pustka i obojętność we mnie…

Aż tak złym człowiekiem jestem???