Zawsze uwielbiałam pociągi… ten stukot kół i podróż. Nigdy nie wiedziałam czemu. Po prostu zawsze czułam tam magię…

Dlatego też na dworcu byłam dużo wcześniej czekając na pociąg i tatę oszołomiona z miną dziecka. I znów to uczucie pełne ekscytacji… podróż…

Podróż jednak była ciężka. Po całym dniu pracy miałam nadzieję oddać się zadumie i chwili odpoczynku jednak nie było mi to dane… Do przedziału wsiadła młoda kobieta z dzieckiem. Chłopczykiem w wieku około 5 lat który ewidentnie miał ADHD. Juz po 20 minutach miałam ochote wyskoczyc przez okno a myśl o tym że podróż będzie trwała jeszcze 5h doprowadzała mnie do rozpaczy i do szaleństwa.

Wysiadłam z bolącą głową od krzyku, brudna i skopana… heh… uroki podróży… chyba jednak przerzucę się na pks…

Wieczorem w końcu z tatą opuściliśmy pociąg i wtedy na dworcu zobaczyłam… moją siostę i wujka.

Wujek… młodszy od ojca o parę lat ale przygarbiony, siwiusienieńki i zapadnięty w sobie. Bardzo wychudzony. Z tych pieknych czarnych wlosow i dostojnego faceta niewiele zostało :( Az mnie ścisnęło w środku… Choroba i śmierć babci niestety zrobiły swoje :(

Siostra.. młoda piękna szczupła kobieta :) Tryskająca wręcz młodością, świeżością i radością…

A potem spotkałam się jeszcze z ciocią i bratem. Cioci też czas nie oszczędził chociaż nadal jestem pełna podziwu patrząc na jej energię, szybkosc działania o świetną organizację :)

Brat… kiedyś okropny rozrabiaka. Teraz zawstydzony sie wtał ze mną… heh… 25 letni facet… szeroki w barach z miną dosownie bandziora i jednocześnie wewnetrznym spokojem, jednak jakze mylnym :)

No cóż… bliska rodzina a jednocześnie jak bardzo obca. Kiedy ich obserwowałam, coś w środku mnie ściskało. Bez względu na wszystko byli rodziną, wspierająca się. Dzieciaki może i wychowane mocną ręką, ale widać, że kochani przez rodziców, wspólnie rozmawiający i rozwiązujący różne przeciwności losu, mimo że moje rodzeństwo cioteczne ma niezłe charakterki. Pewni siebie, waleczni, kochani i wspierani przez rodziców. Kolejny raz doświadczyłam uczucia ile mnie w życiu ominęło i że nadal ten cholerny żal gdzieś w środku siedzi i wwierca się od środka… Ale nie żałuję, że pojechałam. Było to dla mnie bardzo trudne ale z każdej takiej sytuacji staram się wyciągnąć coś dla siebie. Zawsze to jakieś mądre doświadczenie :)

Kto wie, może jeszcze w dorosłym życiu nasze drogi się spotkają :)