dieta

Dalsza droga :)

Odkąd zaczęłam wychodzić do ludzi, nie mogę się nadziwić, ile rzeczy dzieje się w moim życiu, jak wiele różnych emocji, przemyśleń, spostrzeżeń… Wspaniałe jest to, że każdego dnia ktoś jest, są ludzie :) Odzywają się na necie, na telefonie, na maila… jak ja mogłam wcześniej bez tego żyć? Jak to możliwe, że kiedyś ten cały zgiełk i zamieszanie tak mi przeszkadzały, wręcz męczyły?

Wiem, że się powtarzam, ale nadal nie mogę pojąć w jaki sposób człowiek może się nagle aż tak zmienić :)

Jak też ostatnio wspomniałam, uwielbiam poznawać nowych ludzi, każdy wnosi coś nowego do mojego życia. I tak Pana Żyrafy już nie ma. Było tylko to jedno spotkanie, więcej się nie odezwał. Czy żałuję? Oczywiście że nie. Jakiś cudem nauczyłam się po prostu być w danej chwili i w tym momencie cieszyć się tym co jest. Pan Żyrafa tamtego wieczoru wniósł bardzo dużo spokoju. Poczułam się, jakbym przeniosła się do innego wymiaru, innego świata :) I t było fajne. Nie dyskutowałam z tym, nie chciałam nic zmieniać, po prostu w tym byłam i obserwowałam i słuchałam i to było super :) Po dość nerwowym dniu odpoczęłam psychicznie. I nie, nie zastanawiam się, czemu Pan Żyrafa więcej się nie odezwał. Nie mam takiej potrzeby. Cieszę się, że miło spędziłam tamten wieczór i że poznałam istotę z innej galaktyki :) Która nie żyje w pędzie, jest trochę oderwana od całego zgiełku, fałszu i pogonią za kasą, potrafi docenić piękno przyrody i sztukę. Takie wrażenie odniosłam :)

Pomyślałam sobie, idę dalej :) Aby tradycji stało się zadość, kolejny weekend i kolejna impreza w klubie. I po raz kolejny w nowym klubie :Ale do tego jeszcze wrócę…

Po miesiącu styczniu pełnym zwariowanych wydarzeń i dość silnych emocji przyszedł dość chłodny luty. Krótkie kalkulacje, szybkie decyzje. Ileż ja bym dała, żebym zawsze tak potrafiła!!!!! No i przyszła jedna chwila słabości pod piękną i jakże znaną wielu kobietom nazwą CHANDRA. Tak tak, wszystkie dobrze ją znamy. Kiedy się pojawia, albo sieje spustoszenie albo powoduje rzeczy do których się nie chcemy potem przyznać :P Mnie doprowadziła pierwszy raz w życiu do pustego portfela :D Po tylu latach w końcu poszłam do kosmetyczki. Koleżanka w pracy poleciła, że cudowna kobitka, profesjonalna, że salon wyglądem odstrasza, ale jak już wejdziesz, przekroczysz magiczny próg i znajdziesz się w innym świecie :D I tak się stało :) Straciłam poczucie czasu i poczucie rzeczywistości, to było lepsze niż nie jeden seans psychologiczny :D Efekt końcowy? Cudowny!!! Piękne czerwone paznokcie, cudna skóra, zrelaksowane ciało… i powrót z drugiego końca miasta 0 21 do domu w środku tygodnia :D Cóż mi więcej było potrzeba? Prysznic, lampa dobrego wina, odrobina ulubionej muzyki i ciepły koc :D

No dobrze, pomyślałam, to skoro już tak szaleję to czemu nie pójść dalej? No to poszłam. Weekend… wyspana i rześka wstalam przed południem, ogarnęłam kawę i słuchając wewnętrznego głosu pobiegłam na bazarek do ulubionego butiku z ciuchami. Połowa miesiąca a ja oszalałam, wydając ostatnie pieniądze z pensji. Ale warto było. W końcu kupiłam sobie świetne ciuchy w których mogę chodzić na imprezy :D i miałam gdzieś, że do końca miesiąca o chlebie i wodzie, a co tam warto!

No to skoro już czuję się zrelaksowana, mam zajebiste paznokcie, wypoczęta buźkę i zajebiste ciuchy no to w końcu jak tu nie iść do klubu :) I to był chyba najfajniejszy wieczór jaki mi się przytrafił. Sporo znajomych już pyszczków, sporo nowych do poznania. Poszliśmy kilkuosobową ekipą, wiec od samego początku było mi raźniej. Pierwsze wrażenie dość… hmmm… zaskakujące. A czemu? A bo średnia wieku mocno przekraczała 50 lat ( jak nie sporo więcej) co było ciekawym doświadczeniem. Zamówiłam drinka i zrobiłam mały research ;) No to pomyślałam, że trzeba wyluzować i się wyszaleć. W końcu fajnie, ze i takie osoby chodzą się pobawić :D Tylko muzyka średnio mi pasowała. Ledwo ulokowałam swoje cztery litery na pufie, popijając ulubionego drineczka, zaraz znalazł się znajomy Pan od pingwinów :) No to się przysiadł i tak gadaliśmy drinkując. Ledwo kolega odszedł zapalić, drugi się przysiadł. Ale temat rozmowy mocno mnie irytował (jak można gadać o tabletkach gwałtu jeszcze do tego życząc dziewczynie takiego zakończenia wieczoru…). Popukałam się w czoło i poszłam na parkiet. I wywijałam ostro przy podrygujących obok mnie całkiem niezłych 50-tkach :) A znajomi sączyli sobie % odpoczywając :) No to pomyślałam sobie no i co że ja tu sama, muza fajna, nogi podrygują, trzeba się wyluzować :) i się udało :D Nie nie nie , nigdy nie mówiłam, że ja umiem tańczyć. Ale przecież taniec to ekspresyjne wyrażanie siebie :) Tak więc wyrażałam siebie tak jak to czułam i było mi tak dobrze, w dupie miałam wszystkie kompleksy, to miał być mój wieczór. I był :) Nowo poznany kolega co chwila jak przechodził obok, całował mnie po rękach :D Miłe uczucie, nie powiem… ;) A to inny kolega wpadł pożartować. A to inny porwał na parkiet gdzie wywijaliśmy jak szaleni :) A to Zauroczony się pojawił, przyszedł i przytulił i ucałował w czoło i pogadał…

Najciekawsze jest to, ze dopiero po imprezie zdałam sobie sprawę, że prawie całą noc spędziłam na pogaduchach i tańczeniu z jedną osobą. I to chyba wzbudziło ponownie zainteresowanie miedzy innymi Zauroczonego. Ale nie chcę na razie więcej pisać ani zdradzać, bo nie chciałabym zapeszać. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że odzyskuję wiarę w dobrych ludzi. Oraz w ludzi z podobną wrażliwością do mojej :D I pomimo tego, że uparcie od tamtego czasu się dystansowałam, zamykałam, zaprzeczałam, każda wiadomość od tej osoby przyspiesza bicie mojego serca. Nie, nie zakochałam się. wiedziałabym o tym. Gadam ostatnio z moim rozsądkiem i nie są to łatwe rozmowy. Wiem, że Rozsądek mnie nie oszukuje. Intuicja też nie. Nie rozumiem jednak czemu moje ciało reaguje inaczej niż mój Rozsądek podpowiada… I pomimo mojej ignorancji, wycofania, braku inicjatywy On ciągle się pojawia na chwilę i przynosi uśmiech :) Ot tak po prostu… Chciałabym cieszyć się tym uczuciem jak najdłużej :D

I jeszcze jedno… patrząc na to wszystko co się dzieje ostatnio na prawdę zaczynam wierzyć, że nie ważne jest moje kilka dodatkowych kilogramów i chomikowe pućki na twarzy. Pięknością też nie jestem. Ale skoro potrafię zaintrygować faceta, skoro potrafię wywołać uśmiech na jego twarzy, wysłuchać go od tak, bo faceci potrafią opowiadać ciekawe historie, i jeśli to powoduje, że oni dzwonią, piszą, a niektórzy nawet się zakochują, ta na prawdę te kilka kg nie ma znaczenia :D Tak chcę się ich pozbyć, ale już tylko dla siebie, dla własnej kondycji i samopoczucia a nie dla żadnego faceta :D

Od kilku dni leżę w domu z jakiś paskudnym grypskiem, ale w głębi ducha szczęśliwa :) Bo mimo, że zamknięta w 4 ścianach to jednak nie sama… Pierwszy raz w moim życiu okazało się, że jak zaufasz ludziom to oni się odwdzięczą. Nie ma chwili, żeby ktoś się nie odezwał, nie zapytał czy nie pomóc, lub nie życzył zdrowia, nie pożartował lub przesłał przepisu na jakieś paskudne ale uzdrawiające ochydztwo do wypicia. Pomimo wielu wyrzeczeń związanych z planami na weekend i nie tylko jestem szczęśliwa :) Wiem, że idę teraz dobrą drogą. Pozostaje tylko jeszcze jedne kluczowy element do zmiany w moim życiu aby było jeszcze lepiej. Co to takiego? A no praca… Trudne decyzje :( Ale w tym roku musi się udać :D

Troszku nerwowo…

Jak już kiedyś wspominałam przyszedł czas po wieloletnim związku katastrofą kiedy postanowiłam wziąć się sama ze sobą za bary. Lekarze, badania,kolejne diagnozy… aż do zmęczenia, aż w końcu dowiem się czemu ciągle czuję się tak źle i co z tym zrobić. Z refluksem już się pogodziłam – leczenie do końca życia. Z migrenami podobnie. Ale wiem jedno, zdiagnozowane schorzenia i dobrane leczenie powoduje że jestem przeżyć cały tydzień bez bólu, co kiedyś było moim ogromnym marzeniem. Teraz idę dalej za ciosem. Dieta i ćwiczenia jak mnie i tak dość systematyczne :) Z drobnymi wyjątkami zaczynam czuć się coraz lepiej we własnej skórze :)

Jakiś czas temu przyjaciółka podesłała mi link do artykułu na temat choroby Hashimoto… przeczytałam i zamarłam. 90 % objawów się zgadza. Zmobilizowałam się i zrobiłam kolejne badania. Odetchnęłam ponieważ to nie to. Nadal jednak nie wiem co robić z codziennym zmęczeniem, rozdrażnieniem, brakiem możliwości skupienia uwagi. Może taki już mój urok, że w dzień umieram a od godziny 16 przeżywam euforię, czuję jak w szybkim tempie zagarniam siły witalne, jak mózg zaczyna pracować z ogromną świeżością i klarownością. Nagle wszystko wydaje się barwne, muzyka w duszy gra, zmysły się wyostrzają i energii przybywa, nawet jak deszcz kapie za oknem. Może warto pomyśleć nad dostosowaniem swojego życia do wieczornego rytmu, choć na chwilę obecną jest dla mnie trudne, nie mam pomysłu jak się do tego zabrać, od czego zacząć…

Wracając do lekarzy, rok temu wybrałam się do chirurga. Nad lewą piersią od ponad roku wyczuwałam jakiś mały guzek, zgrubienie. Dostałam skierowanie na biopsję. Chirurg dał mi do zrozumienia że jestem panikara i tyle. A ja myślałam że lepiej zapobiegać i reagować jak najszybciej niż później pluć sobie w brodę… Minął rok. Ledwo wyczuwalny guzek z objętości kilku milimetrów urósł do wielkości ponad 4 cm. Zaniepokojona pomimo ostatniej wizyty u chirurga zapisałam się ponownie na wizytę. A tu nagle dostaję opierdol że tyle czasu czekałam że dlaczego nie przyszłam wcześniej itd. Byłam wściekła że wzięłam do siebie wcześniejsze żale o zawracanie głowy i nie posłuchałam swojej intuicji, która już od dawna trąbiła mi w głowie, żeby coś z tym zobić. Poprzednia diagnoza okazała się błędna. Efekt – za 5 dni mam zabieg. Niby nic poważnego ale boję się jak cholera. Już nawet mam gdzieś że zostanie spora blizna, bardziej boję się że coś pójdzie nie tak, albo że to będzie coś dużo poważniejszego. Mimo że moja intuicja podpowiada mi, ze będzie ok to i tak jakiś cykor siedzi we mnie i już.Czasem zastanawiam się ile jeszcze schorzeń wyjdzie mi przed 30-stką. To chyba niej est normalne. Tak wiem, mnóstwo młodych ludzi ma dużo gorsze schorzenia. Ale ja jestem już zmęczona ciągłym chodzeniem po lekarzach, pamiętaniem o wszystkich lekach i badaniach. Jak nie neurolog to gastrolog, innym razem ortopeda, endokrynolog, ginekolog, a teraz jeszcze chirurg. Ehhh, lepiej nie myśleć co mnie czeka po 60-tce. Lepiej pomyśleć o kolejnym treningu i motywacji do pracy nad sobą. Może za jakiś czas będę potrafiła stanąć przed lustrem i powiedzieć „Mała! Odwaliłaś kawał dobrej roboty! I dobrze Ci z tym” :)

dieta

Dieta

26marca 2013

Pierwszy dzień walki ze swoimi słabościami okazał się nawet nie najgorszy :) Jak nigdy wstałam godzinę wcześniej, przygotowałam sobie śniadanko wg przepisu, oporządziłam sierściucha (probiotyki, kropelki, pasta na wzmocnienie, czesanie i nakarmienie) no i jeszcze zdążyłam do pracy na 8-mą. Aż mi trudno w to uwierzyć. Pierwszy raz w życiu na prawdę czuję motywację, czuję, że dam radę :)

Godziny posiłków zachowane, jedzenie nawet smaczne, mankamentem jest na razie fakt, że na pierwsze zakupy wydałam majątek. No ale zamiast nie wiadomo na co wydawać, w końcu czas zainwestować  w siebie :) Wiec inwestuje w swoje zdrowie, lepsze samopoczucie i wygląd.

Dzisiaj też miałam pierwszy trening. Matko, emerytka w składzie porcelany. Powyginałam się, postękałam ale samopoczucie duuuużo lepsze:) I endorfinek też więcej. Żeby tylko tak było przez cały czas, żeby mi się chciało i żebym nie odpuszczała…

No i niedługo spotkanie z nieznajomym. Cykor? Obecny! Brak wiary w siebie? Obecny! Rozsądek? Wyszedł na spacer… Ale przyjdzie dzień, że zrobię z tym porządek. Przegonie wszystkie te wredne chochliki, imprezujące na całego w mojej głowie. Krok po kroku i przejmę władzę w głównym centrum dowodzenia :D

A jutro kolejny dzień pełen wyzwań. Trzymajcie kciuki mocno i nie puszczajcie! :D